Kilka słów o tym jak ważna jest pomoc terapeutyczna

Psychoterapia to rozmowa terapeuty z osobą, która prosi o wsparcie. Rozmowa ta, zwana sesją terapeutyczną, trwa około pięćdziesiąt minut. Tematem jej mogą być sytuacje z życia, które w jakiś sposób ciążą pacjentowi lub trudne sytuacje, które go napotkały. Celem takiej rozmowy jest dotarcie to głęboko schowanych emocji, by je później uwolnić poprzez tak zwane odreagowanie. Terapeuta stara się dotrzeć do umysłu pacjenta aby odnaleźć schematy myślenia jakimi posługuje się pacjent. Pomoże mu to rozwiązać problem pacjenta, odnalezienie jego źródła kłopotów i cierpienia.  Pomoc terapeutyczna pomaga odnaleźć się choremu człowiekowi, przezwyciężyć jego różne zachowania. Po terapii pacjent staje się bardziej otwarty i odważniej stawia czoła trudom jakie go spotykają. Każde badanie terapeutyczne jest poufne i dyskretne. Terapeuta, tak jak każdy inny lekarz powinien zachować tajemnicę lekarską i zachować dla siebie wszystko to, co powie mu jego pacjent podczas ich wspólnych spotkań. Badania naukowe potwierdziły skuteczność pomocy psychoterapeutycznej. Należy jednak pamiętać, że najwięcej zależy od pacjenta i jego chęci zmiany.

WIELBIENIE TWÓRCZOŚCI

Tęsknimy niekiedy do takiego stanu, w którym polska humanistyka szczyciłaby się aktywnymi szkołami naukowymi. Nie tu miejsce, by rozwodzić się nad ich pożytkami. W zgodzie z moim światopoglądem mam tu na myśli marksistowskie szkoły naukowe. Odeszliśmy już przecież od topornego wyobrażenia, iż przyjęcie tej samej platformy światopoglądowej oznaczać ma uniformizację poglądów w każdej istotnej sprawie. Marksistowskie środowisko naukowe nie jest wyjęte spod działania marksistowskiej zasady jedności i konfliktu przeciwieństw.Z wielbienia i reklamowania twórczości własnej oraz dzieł przyjaciół nie rodzą się jednak szkoły, lecz jedynie kapliczki. Nie do takich cenacles tęsknimy. Czy pamiętamy, że wielkie szkoły naukowe określały się w opo­zycji do innych? Bez żywych i ostrych starć intelektualnych nie jest możliwe stworzenie aktywnych i twórczych szkół. Kto zatem pragnie partycypować w autorytecie wielkiej szkoły naukowej, niechże się godzi na to, iż jej auto­rytet wyrasta w sytuacji, w której nieustannie oceniamy innych i sami jesteśmy oceniani; inaczej szkoła nie jest szkołą, a jej autorytet pozorny.

DRUGA SZANSA

Nieczęsto przecież zdarza się szansa na drugie, poprawione wydanie nauko­wego tekstu. Może więc należy żałować, że nie istnieje zwyczaj publiko­wania (po upływie pewnego czasu) krytycznych autorecenzji?Bez wątpienia odczuwamy po dziś dzień niekorzystne skutki zrytualizo- wania samokrytyki (również naukowej), które w latach pięćdziesiątych zmie­niło ją w dość żenujący ceremoniał. Tamte błędy są już, to prawda, od dawna przezwyciężone. Czy jednak można stwierdzić, że uporaliśmy się z nowymi deformacjami, które pojawiły się zapewne jako reakcja na samo- krytyczny rytuał? Należy do nich chyba zbyt często ujawniająca się nie­chęć do ocen samokrytycznych. Jeśli zaś w życiu naukowym rzetelną samo­krytykę zastępuje błogie samozadowolenie, to nie wygrywa ani autorytet środowiska naukowego, ani autorytet badaczy unikających samooceny swego dzieła.

KAŻDA WERYFIKACJA

Zazwyczaj każda weryfikacja łub falsyfi- kacja ocen krytycznych wymaga pewnego czasu i trzeźwego, nie zamąconego zacietrzewieniem spojrzenia na własne argumenty. W opinii poważnych uczonych pieniactwo, zaperzanie się, dążenie do natychmiastowej repliki i do tego, by mieć koniecznie ostatnie słowo, nie są wcale stosownym sposobem gruntowania naukowego autorytetu. Prawdzi­wy respekt środowiska budzi umiar, skromność, zdolność do samokrytycz- nego spojrzenia na własny dorobek.    Umiejętność krytycznej oceny własnej twórczości należy do istotnych warunków twórczej dyskusji naukowej. Można zaryzykować przypuszczenie, że częstsze uprawianie cnoty samokrytyki pozwoliłoby wydatnie skrócić naukowe spory i szybciej ustalić pozytywne rezultaty dyskusji. Zdarza się niekiedy, że autor mógłby być najwnikliwszym i najbardziej krytycznym recenzentem swej własnej pracy, gdyby było w zwyczaju pisanie podobnych recenzji.

ROZWINIĘTA OCENA KRYTYCZNA

Podobne dialogi głuchych mogą się toczyć długo, aż do wyczerpania cierpliwości redakcji czasopisma lub wydawcy; cierpliwość czy­telników zazwyczaj wyczerpuje się rychlej. Niezależnie od tego, jak gruby jest przekładaniec replik i kontrreplik, pieniactwo tego rodzaju wcale nie umacnia autorytetu krytykowanego badacza. Dążenie do natychmiastowej i gwałtownej repliki na każdą rozwiniętą ocenę krytyczną bynajmniej nie świadczy o mocnej pozycji replikującego autora. Nawet wówczas, gdy ma on w zanadrzu nowe argumenty dla po­parcia swej opinii, a nie tylko powtarza to, co już przedtem ogłosił. Doświadczenie uczy, że powstrzymanie się od natychmiastowej i ostrej reakcji na krytykę jest najczęściej korzystne, pozwala bowiem uniknąć zacietrzewie­nia, przemyśleć gruntownie własne i cudze argumenty, wzbogacić, a więc i łatwiej obronić „zaczepione” tezy.

NIEPRZEMYŚLANE REAKCJE

Nie należą jednak i dzisiaj do rzadkości gwałtowne, nieprzemyślane reakcje autorów, których opinie zostały zakwestionowane w recenzji, polemice czy w jakimkolwiek tekście naukowym. Nie pozostaje to bez związku z ogól­nym zjawiskiem niedowładu krytyki. Gdy wśród krytyk marginesowych, bez­krwawych pojedynków na tekturowe pałasze i złośliwości czy uszczypliwości pojawi się bardziej rozwinięta polemika z podstawowymi tezami autora, częstą formą reakcji jest natychmiastowa i nader gwałtowna replika. O dzi­wo: rzadko kiedy wnosi ona coś nowego do całej kontrowersji, bo jakże chętnie replikujący autor poprzestaje na powtórzeniu zakwestionowanych twierdzeń i zapewnia czytelników, iż jego antagonista twierdzeń tych nie zrozumiał albo też je zniekształcił. Krytyk z kolei domaga się głosu dla powtórzenia własnych spostrzeżeń i zapewnienia, iż tez autora bynajmniej nie zdeformował.

W ŚRODOWISKU NAUKOWYM

Jest w środowisku naukowym — i to od stuleci — pewna skłonność do swarliwości i pieniactwa. Nie tylko poeci, ale i uczeni stanowią genus irritabile. Nie należy tego utożsamiać ze skłonnością do używania ostrych sformułowań i epitetów. Jeśli przyjrzeć się sporom naukowym w polskiej humanistyce przed stu czy osiemdziesięciu laty i obecnie, można dojść do wniosku, że ostrość dyskusji była wówczas większa; zapewne redakcje i wy­dawcy mniej byli wówczas skłonni do wygładzania kantów. Można też dojść do przekonania, że za tą ostrością sformułowań kryły się wyższa tempera­tura dyskusji i większy kaliber dyskutowanych problemów. Dzisiejsze spory naukowe wydają się elegantsze, ale i bardziej blade.

SPRAWDZIAN RZETELNOŚCI NAUKOWEJ

Jeżeli odpowiada ona sprawdzianom rzetelności naukowej, oznacza jedynie zakwestionowanie pewnych poglądów, procedury badawczej zastosowanej przy ich formułowaniu lub naukowego warsztatu autora. Dyskwalifikuje, jak stwierdziliśmy, tylko dzieło, a i to wyłącznie w określonych przypadkach. Jeśli przy takiej dyskwalifikacji cierpi miłość własna autora, to przecież zyskuje jego doświadczenie badawcze. Trudno nie wspomnieć w tym kontekście o znaczeniu krytyki naukowej dla kształcenia kadr naukowych. Życzliwa, cierpliwa, pragnąca przynieść realną pomoc, ale jednocześnie rygorystyczna krytyka stanowi nieodzowny warunek prawidłowego rozwoju młodych badaczy. Liczne fałszywe wyobra­żenia o autorytecie badacza wynikają, jak można sądzić, z niespełnienia tego elementarnego warunku dydaktycznego.

SMUTNE NIEPOROZUMIENIE

Krytyka, która wykazuje, iż autor nie rozumie gromadzonego materiału, bez wątpienia dyskwalifikuje pracę naukową. Jeśli natomiast krytyka wypo­wiada się na temat interpretacji materiału, poprawności konkluzji, zasadności hipotez, sprawy mają się już inaczej. Tu nawet bardzo ostra i przekony­wająca krytyka wcale nie musi oznaczać ciosu dla autorytetu krytykowanych. Wystarczy bowiem uświadomić sobie, jak płodne były niektóre błędy — wielkie błędy wybitnych uczonych. Nie mają także szczególnej wagi dobrze znane profesjonalistom uszczypliwości dotyczące potknięć erudycyjnych, jeśli autor chce się wyróżnić inaczej niż tylko na planie ściśle erudycyjnym. Jest smutnym nieporozumieniem wyobrażenie, że krytyka pozbawiona za­czepek i tanich złośliwości, ale ostra, nie owinięta „watą” komplementów, dyskwalifikuje krytykowanego autora.

SPÓR NAUKOWY

Spór naukowy jest niezastąpionym narzędziem wymiany intelektualnych doświadczeń, unikać go mogą tylko ci, którzy nie mają nic do powiedze¬nia. Spór jest również źródłem inspiracji, a reakcja na błędne prądy i opinie bywa bardzo często ważnym czynnikiem postępu naukowego. Mieli chyba rację scholastycy, gdy twierdzili, że prawda prędzej już wyłania się z błędu niż z pojęciowego zamętu. Nie tyle więc błędów należy się obawiać, ile zamętu na tle rozchwiania się kryteriów oceny. Nie tyle błąd jest groźny, ile zamazywanie stanowisk, konfuzja pojęć, letniość sporów, czyli słabnięcie krytyki. Oczywiście, prawa do błędu nie należy utożsamiać z prawem do igno¬rancji; to drugie pracownikowi nauki nie przysługuje. Zasada, że ignoran- tia nocet, obowiązuje nie tylko w systemie prawa. Tak więc krytyka ujaw¬niająca elementarne zaniedbania autora w dziedzinie kwerendy materiałowej.